Jak to dawniej z urodą było

Już w starożytnym Egipcie Kleopatra uchodziła za ikonę kobiecej urody. Alabastrowa cera, delikatne niebieski żyłki – miały podkreślać królewskie pochodzenie. Opalenizna była przeznaczona dla prostych, wiejskich kobiet. Szlachetne pochodzenie zobowiązywało do szlachetnego wyglądu, cokolwiek to miało znaczyć. Wygolone brwi, nienaganne łuki brwiowe narysowane węgielkiem, podkreślały charyzmę królowej. Henna służyła do malowania oprawy oczu, ust. Naturalne barwniki zmieszane z olejami pozwalały na stosowanie ich jak szminek do ust czy podkreślania policzków. Starożytna Grecja i Rzym to również miejsca występowania alabastrowej cery u kobiet, ciekawe, że kurtyzany, które przecież musiały przyciągać mężczyzn także swą urodą, pokrywały twarze białymi farbami, na policzki nakładały naturalne barwniki, a oczy podkreślały węglowymi kredkami. Japońskie gejsze także bieliły pudrem twarze, a policzki i usta podkreślały roślinnymi barwnikami. Chinki poszły dalej w kierunku urody – stosowały tzw. makijaż permamentny, a sztuka ta znana była już ponad 2000 tys. lat temu. W okresach historii nam bliższych, kobiety stosowały różne zabiegi, aby być bardziej atrakcyjniejszymi. Wymyślne peruki, suknie na metalowych stelażach, makijaże z różnych barwników, albo ich zupełny brak różnymi drogami chadzała kobieca moda i styl w danej epoce. Historia przeżyła nawet okres, w którym w dobrym stylu było rzadkie zażywanie kąpieli...